O jednym oku, byle w tym roku, na Woodstocku

26.06.2016

0 Comments
W jednej ze swoich nowszych „piosenek” raper Quebonafide „śpiewa” w odniesieniu do wersu, który padł w jednej ze starszych jego „piosenek”: „Ten rap to pierdolony real talk/Pamiętasz co mieliśmy przywitać za rok”. Coś zapowiedzianego przed rokiem się ziściło. Pięknie. Też się tak teraz trochę czuję. Chociaż niczego nie zapowiadałem. Zaledwie pomyślałem. Rok temu, kiedy koleżanka i koledzy z formacji Stand-up Bez Cenzury ogłosili, że wystąpią na Woodstocku, pomyślałem „fajnie byłoby za rok też tam zagrać”. No i kurwa zagram. Cudownie.

Oczywiście stand-up to nie rap. Tu nie powinno się zanadto kozaczyć, tzn. tu bardziej powinno się kozaczyć w skrytości ducha, a nie na zewnątrz. Kozacki stand-up jest fajny na chwilę. Najfajniejszy jest stand-up skromny. Tzn. dla mnie najfajniejszy. Bo Wy możecie sobie tam gloryfikować Eddy’ego Murphy’ego, ja nigdy za nim nie przepadałem (kochałem jedynie film mojego dzieciństwa „Gliniarz z Beverly Hills”), zawsze za to byłem apologetą wycofanej, wątpiącej w siebie, autonegującej się kultury białego człowieka, hihi, Kultury Europejskiej, której ogromne osiągnięcie – Unia Europejska zyskuje coraz większego grono przeciwników. Piszę to w dniu, w którym okazało się, że lud Wielkiej Brytanii zadecydował o wyjściu z UE. Jest to dzień, w którym możemy zacząć odliczać czas do wybuchu kolejnej wielkiej wojny na Starym Kontynencie. Pojawi się też kolejny Holocaust. Będzie miał inną naturę. Będzie sponsorowany przez McDonald’s. Ponieważ w świecie, w którym ogromnym splendorem i cechą ludzi zamożnych jest bycie szczupluteńkim, bieganie, ćwiczenie, wynajmowanie ludzi do mówienia jak ćwiczyć, natomiast wyróżnikiem ubóstwa staje się otyłość wynikająca z chujowego jedzenia, następny Holocaust będzie zabijał ludzi chujowym jedzeniem, a nie jego brakiem.

Poczekajcie jeszcze kilkadziesiąt miesięcy. Prawdziwy Polacy będą zapychać uchodźców na śmierć Kanapkami Drwala.

Do tego cały ten PiS, który chce rozkurwić wszystko, w tym Przystanek Woodstock. Kto wie, czy tegoroczny nie będzie ostatnim. Padają takie głosy. Dlatego cieszę się niezmiernie z możliwości zagrania tam. Bo są różne etapy. Telewizje, można się pochwalić matce. I na FB. Że tutaj będę i tutaj też. Na tym samym ekranie, na którym są bracia Mroczek i inne kurwy. Mamy lubią takie rzeczy. No i znajomi pochwalą. Będzie się kimś fajnym. To jest splendor. Dla mnie jakoś większym splendorem jest wydarzenie, które odbędzie się 13 lipca w Kostrzynie nad Odrą. Nie wiem do końca, dlaczego. Nigdy tam nie byłem. Trochę jako poznański półhipster od lat identyfikowałem Woodstock z wioskową kulturą studencką, przepoconymi koszulkami z napisami „Happysad” czy „Kult”. Innym ważnym powodem mojej tam nieobecności jest niechęć do imprez masowych. Nie lubię być po stronie tłumu. Wolę wkurwiać tłum, ewentualnie doprowadzać go do względnie pozytywnych emocji. Tłum to nic dobrego.

Z drugiej strony o Woodstockowym tłumie słyszałem wiele dobrego. To nie jest ten tłum, z którym w niekonwencjonalny sposób poradził sobie Bill Burr. Nawiasem mówiąc ten tłum wybuczał przy innej okazji Mike’a Birbiglię, ostatnio trafiłem na kręcącą się wokół tego incydentu scysję Birbiglii i Richa Vosa. Nie przepadam za Vosem, ale za Birgbiglią chyba jeszcze bardziej, słychać arogancję i pretensjonalność w głosie tego człowieka. To drażni nie tylko Vosa, który słusznie mówi, że może sobie poradzić z każdym tłumem, i swoim – prostym, i Birbiglii – delikatnym, bardziej wysmakowanym. Z kolei tłum prosty, złakniony obleśności i mówiąc najogólniej „jazdy po bandzie” Birbiglii absolutnie nie kupi. Birbiglia jest dla takiego tłumu pizdą.

Nie lubi Mike’a również Bill Burr, jest nagrywka na yt dokumentująca ten fakt. Bill Burr krzyczy, że właśnie wtedy, kiedy zaczynał się do niego przekonywać, Birbiglia znowu go wkurwił, bo się wywyższa, chciał niby wziąć na support Burra, podczas gdy Burr jest w grze dłużej niż Birbiglia, który w dodatku wg Burra nieco wszystko przeinacza. Dochodzi do tego wątek siostry Mike’a, która pracuje w telewizji, co dodaje całości pikanterii. „Ten chłopiec ma 11 minut materiału, a z powodu swojej siostry może być headlinerem; ja pracowałem na to 12 lat” – mówi Bill Burr ku mojej uciesze. Lubię takie scysje, pełne otwartości, oczywiście trafia do mnie także etos ciężkiej stand-upowej pracy. No i nie lubię soft-crowdowych pizd. Stand-up to dla mnie wojsko. Musisz walczyć. A nie subtelnie pierdzieć o miłości dla gruntownie wykształconych nowojorczyków.

Birbiglia powiedział tylko jedną rzecz, która mi się podoba. W podcaście Marona, który starał się obłaskawić Birbiglię, tłumacząc, że też przez długi czas go nie lubił. Wydawał mu się arogancki. W dodatku ta siostra w telewizji. „Ty nie jesteś arogancki” – mówi w pewnym momencie Maron. „Jesteś społecznie upośledzony”. Mike odpowiada, że oczywiście, jestem klinicznym przypadkiem. W sumie to Maron powiedział tę rzecz, ale Birbiglia ładnie ją zaakceptował. Swoją drogą przyganiał kocioł garnkowi. Jedną z najpiękniejszych charakterystyk, jaką opisano Marona i sukces jego podcastu jest ta ukuta przez Norma Macdonalda, rzecz piękna, acz dla stand-upera okrutna: „Mam wrażenie, że lepiej sobie radzisz, kiedy nie ma publiczności”.

Jak to wszystko ma się do Woodstocku? Ano idealnie jest to wszystko z Woodstockiem kompatybilne. Mam wrażenie, że pomimo społecznego upośledzenia wchodzę w etap, w którym lepiej sobie radzę, kiedy jest publiczność. Nienawidzę ludzi, ale chcę to robić przede wszystkim dla nich. Naczelna Rada Smucikoni i Artystów Żyjących Wyłącznie dla Samych Siebie, którą dotychczas wielce aprobowałem właśnie wydała na mnie wyrok. Członkowie Naczelnej Rady Smucikoni i Artystów Żyjących Wyłącznie dla Samych Siebie nigdy nie zagrają na Woodstocku.

Źródła:

Za rok:

Woodstock: www.woodstockfestival.pl/pl/przystanek_woodstock/akademia_sztuk_przepieknych/nocne_asp

Pozostałych linków nie chcę mi się podawać. Można je bardzo łatwo wyszukać. Wystarczy wpisać na yt „Birbiglia Burr”, a także „Maron Birbiglia” oraz „Birbiglia Vos” i jeszcze „The Booing Mike”. To wszystko występuje bez tłumaczenia. Tłumaczony jest jedynie Bill Burr radzący sobie z dzikim tłumem. Dobra. Jeden link mogę podać. Czyste piękno:

Dodaj komentarz

*