Czekając na gwałciciela

Czasem się śmieję, że moje miasto rodzinne tak bardzo usiłuje być dużym miastem, że ma już swoje burgerownie, swoje wytwórnie lodów naturalnych, tradycyjnych czy jakkolwiek, swoją scenę stand-upową (co po części stanowi moją zasługę), ma nawet swoich karykaturalnych hipsterów. Brakuje tylko jakiegoś słynnego pedofila, gwałciciela albo w ogóle poważniejszych przestępstw – jak na duże miasto przystało.

Podobnie rzecz ma się z polskim stand-upem, który przy amerykańskim stand-upie jest jak Koszalin przy Warszawie. Nie ma w tej myśli złośliwości, jedynie punkt wyjścia do próby diagnozy. Z wiadomych przyczyn historycznych, czyli wieloletniego braku dostępu do kultury Zachodu, sytuacja wygląda tak, a nie inaczej. Polski stand-up wciąż znajduje się w budowie (zresztą amerykański też – wszystko ewoluuje, choć amerykański stoi na o wiele wyższej stopie zaawansowania).

W każdym razie rozwój trwa. Mamy swojego młodziaka, który wszedł na scenę jako nastolatek, niczym Dave Chappelle, mamy pierwsze przeznaczone (prawie) dla wszystkich – jak to malowniczo w swoim serialu rozpisał Louis C.K. w odniesieniu do Dane’a Cooka – „psy arenowe”: pozytywne, energetyczne, zdrowe, mamy też swoich kseroboyów, swobodnie traktujących pojęcie własności intelektualnej, nie tak legendarnych jak Carlos Mencia, czas dopiero wystawi na próbę kariery stand-upowych złodziei; kurwa ich mać!

Nie mamy jeszcze swojego Cosby’ego. Nie mamy skurwysyna ukrywającego się pod płaszczykiem grzecznego, ułożonego, prospołecznego humoru. Jeszcze się pojawi. Jak – jestem pewien – Holocaust prędzej czy później się powtórzy, tak pojawi się skurwysyn w typie Cosby’ego, którego będą kochać tłumy, a który okaże się bezwzględnym gwałcicielem.

Dlaczego Holocaust się powtórzy? Bo, użyję znienawidzonego przeze mnie wyrazu, „generalnie” człowiek jest skurwysynem. Przez chwilę nie ma wojny w Europie, lecz to tylko chwila. Pewien profesor filozofii powiedział mądrze o Unii Europejskiej, przytaczam z pamięci: „Tylko organizacja nieoparta na silnych metafizykach może przynieść pokój”.

UE powstała głównie z pobudek praktycznych, gospodarczych, a silne metafizyki to tradycyjne wartości: Bóg, Honor, Ojczyzna. Nie lubię gospodarki i systemu monetarnego, jeszcze bardziej nie podobają mi się tradycyjne wartości. Błędem jest myślenie, że pokój zależy od nich. To właśnie wokół tradycyjnych wartości z reguły wybuchają konflikty.

„Mój Bóg ma większego kutasa niż twój! Miliony martwych skurwysynów!” – krzyczał wujek Carlin.

Błędem jest bredzenie o atakowaniu chrześcijańskich korzeni Europy, gdyż te brednie dotyczą kontynentu, który pochłonął kupę ofiar m. in. z pobudek chrześcijańskich. Jeżeli ktoś chce stawać w obronie zbrodni, dokonywanych pod płaszczykiem chrystianizacji, to nie ze mną na pokładzie.

Chrześcijaństwo jest jak Cosby. Chrześcijaństwo równa się skurwysyństwo. Powiedzcie to na głos. Chrześcijaństwo równa się skurwysyństwo. Słyszycie? Nawet podobnie brzmi. Teraz przeczytajcie to swoim dzieciom. Póki nie jest za późno.

Wracając do stand-upu, acz pozostając w nakreślonym powyżej kontekście, absolutnie mnie nie dziwi – gdyż to zależy od szerokości geograficznej, pod jaką się znajdujemy – wręcz nieco wkurwia, że zbyt duża część polskich stand-uperów to konserwatyści. Wciąż słabo ujawnionych, bo jak nie mamy jeszcze swojego gwałciciela, tak nie mamy swoich otwarcie chrześcijańskich komików. Tzn. ktoś tam deklaruje, że jest wierzący, jednak nie widać tego na scenie. A np. w Stanach funkcjonuje cały osobny rejestr takich artystów komediowych. Proszę bardzo: http://www.christiancomedyacts.com/comedians/

Od takich komediantów trzymam się z daleka. Z daleka trzymam się również od komedii przeznaczonej (prawie) dla wszystkich, pozytywnej, energetycznej, zdrowej, utrzymującej człowieka w przekonaniu, że wszystko jest ok. Nie wspominając o kseroboyach. Mam jednocześnie świadomość, że polski stand-up, dla własnego rozwoju, potrzebuje elementów, których osobiście nie znoszę. A także tych, które cenię, one się po prostu wzajemnie warunkują. Różnorodność jest niezbędna. Przy tym każdy ma prawo do błądzenia w świecie idei oraz różnych stylów. Warto jednakże pamiętać, że najbardziej interesujący komicy (i artyści w ogóle) stoją po stronie negacji. Zachodni kozacy komedii, których warto słuchać mają w dupie takie wartości jak Bóg, Honor, Ojczyzna. Przy niezbędnym dla dojrzałego człowieka wysiłku intelektualnym i wnikliwym prześledzeniu historii własnej indoktrynacji, można bowiem dojść do wniosku, że są to wartości puste, pseudowartości. Mimo wszystko proces uwalniania się spod jarzma pseudowartości nie jest łatwy, taka autodefinicja wymaga wiele siły i odwagi, przełamania strachu, którym jesteśmy raczeni od maleńkości. Strachu, który w pewnym momencie naszego rozwoju uznajemy za naturalną część człowieczego jestestwa. Strachu przed irracjonalną płaszczyzną egzystencji, przed bohaterami i praktykami mitów, wymyślanych w odwiecznym projekcie społecznej inżynierii, służącej kontrolowaniu większych zbiorowości.

Odnośnie tego wątku – pewnie jeszcze trochę brakuje nam zaangażowania społecznego. Problem polega na tym, że zaangażowanie społeczne nie jest śmieszne, a ludzie przeważnie masami chcą się śmiać z głupotek, ludzie przeważnie masami potrzebują pocieszenia, przewodników i pseudowartości, ponieważ boją się myśleć samodzielnie. Tacy ludzie przeważnie w odpowiednich warunkach zabijają innych ludzi. Wystarczy tylko, żeby ktoś, kogo uznali za przewodnika, posłużył się ich ulubionymi pseudowartościami i powiedział, że tak trzeba. Dlatego Holocaust się powtórzy. Tak sobie myślę, czekając na gwałciciela.

Dodaj komentarz

*